Am.Pd. – Morze soli

Dziś tylko Salar de Uyuni. I aż! Bo to prawdziwe zjawisko!!! Najlepiej zdążyć na wschód słońca, dlatego Ruben, znany rajdowiec, zdążył nas dowieźć na środek słonego jeziora przed świtem i wschód słońca podziwialiśmy już ze szczytu wyspy isla de pescado (w kształcie ryby). Co za widok! Morze bieli – wielka skorupa solna, a po środku ogromna wyspa z kaktusami gigantami. Wspaniałe miejsce! Trudno mi coś sensowniejszego o tym powiedzieć. Dla takich chwil warto cały rok oszczędzać na wyjazd, brać pracę po godzinach…

Przejażdżka po jeziorze to spora atrakcja. Powierzchnia solniska jest chropowata z charakterystycznymi wypustkami. Jej grubość jest rożna w zależności od miejsca, dlatego wyznaczone są ścisłe szlaki do przejazdu jeepami. Dodatkowo atrakcji dostarcza całkowity brak perspektywy :-)

Wieczorem w miejscowości Uyuni (20km od jeziora) okazało się, że podobno jest burza na górskim przejściu granicznym Boliwia/Chile i musimy czekać w Uyuni na poprawę pogody. W zasadzie od razu przyszło nam do głowy, że ten czas można spożytkować tylko w jednym miejscu – na jeziorze! Wynajęliśmy… taxi i w drogę! Taksówkarz zabrał na swojego 8-letniego synka, który nigdy do tej pory tam nie był. Miło popatrzeć, jak nagle Boliwijczycy stają się turystami i tak jak my zachwycają się pięknem krajobrazu.

ps. W zasadzie nic, co widzieliśmy dziś poza jeziorem nie zrobiło na nas takiego wrażenia. Ani produkcja i muzeum soli, ani Uyuni, ani cmentarz pociągów.