Bezludna wyspa – marzenia a rzeczywistość

Pomysł na nocleg na bezludnej wyspie już znacie (link). Teraz przyszedł czas na jego realizację. Jak wspominałam, Iva i jej znajomy mieli mnie zawieźć na jedną z wysp Parku Narodowego Brijuni i tam zostawić na noc z trzema rzeczami. Z uwagi na wyjazd Ivy do Turyna umówiliśmy się na 2 lipca, czyli Ivy pierwszy a mój ostatni dzień w Chorwacji i jednocześnie pełnię księżyca. Wyczekanego dnia o 17:00 okazało się jednak, że kolega nie może, na Brijuni nie można, a Iva nie pomoże, bo by potem umarła ze strachu, że przez nią coś mi się stało.

Postanowiłam więc szukać wszelkich możliwych sposobów, żeby na jakąkolwiek bezludną wyspę dotrzeć. Poszłam do portu, szukałam kutrów, zagadywałam właścicieli jachtów i prywatnych łódek. W skrócie wszyscy stwierdzili, że zwariowałam…

Ostatecznie postanowiłam zmienić argument. I tak jeden młody taksiarz łódkowy, przejął się faktem, że jestem psychologiem, pracuję na uniwersytecie w Puli i potrzebuję pomocy przy eksperymencie naukowym ;)

Zaproponował bezludną wyspę Figarola oddaloną o 1,5 km od Rovinj. Uznał, że na pewno nie ma na niej zwierząt, ludzie tam nie nocują a jednocześnie znajduje się względnie blisko lądu i fale nie powinny być zbyt wysokie. A do tego to niezwykłe dno idealne do snorklowania!

panoramic-figarole-001

Przypłynęłam o godz. 18:30, z pewną wątpliwością wybrałam moje trzy rzeczy (dla ciekawskich foto na dole) i zajęłam się eksploracją maleńkiej wyspy pstrykając niezliczone ilości zdjęć. Kiedy zachodziło słońce wydawało mi się, że wyspę mam już ogarniętą, znałam każde z kilku drzewek, przyjemną kamienistą plażę od strony stałego lądu i skalistą od morza. Fale niewielkie, mewy przyjaźnie skrzeczą, pogoda super!

IMGP3715

IMGP3795

IMGP3904

IMGP3919

Pół godziny po zachodzie słońca pojawił się pierwszy szczur… Powolutku wyszedł na kamienistą plażę w poszukiwaniu resztek jedzenia po popołudniowej wizycie jednego jachtu. Ze strachu złapałam kamyk i rzuciłam z metr przed niego. Zwiał, ale pokazały się dwa kolejne… Wtedy zrozumiałam, że nie będzie lekko i że byłam taka strasznie naiwna zakładając, że nie ma się czego bać.

Dzięki szczurom pokochałam kamieniste plaże i to nie za to, że są higieniczne… Przez dwie godziny przerzuciłam może ze dwieście kamieni, w większości przed szczury, czasem tak prewencyjnie w pobliskie krzaki. Potem zaczęłam się zastanawiać, dlaczego szczury nie pojawiały się wcześniej? Doszłam do wniosku, że pewnie byłam zbyt głośno i za dużo się ruszałam. Kolejną godzinę śpiewałam więc piosenki spacerując w tą i z powrotem po kamieniach. W sumie tak przywitałam północ.

Szczury rzeczywiście nie polubiły mojego głosu, więc jak przez pół godziny nie pojawił się żaden, to nawet zrobiło mi sie trochę przykro… Wtedy też trochę wyluzowałam i zaczęłam się nawet zastanawiać, jak by tu pójść spać. Wtedy też “przepuściłam” pierwszy statek bez układania w głowie zawołania o pomoc. Pojawiła mi się za to myśl o odgradzaniu się na czas snu, w zasadzie, to doszłam nawet do smutnego wniosku, że żeby czuć się bezpiecznie muszę ograniczyć swoją swobodę. Chyba zrozumiałam w tym momencie najważniejszą strategię polityczną Stanów Zjednoczonych…

Nie chcąc jednak ryzykować, że szczur wejdzie mi na głowę jak będę spać, postanowiłam przejść się po wyspie w poszukiwaniu miejsca, do którego szczury mają gorszy dostęp. Trafiłam na plażę skalistą z wielkimi płaskimi głazami, na których idealnie można się położyć. Zanim jednak do nich doszłam ptaki podniosły straszny raban. Podejrzewam, że weszłam w sam środek ich lęgowisk. Mimo wszystko jednak ptaki, nawet jak są bardziej przeraźliwe i głośniejsze, nie są tak obrzydliwe jak szczury. Poza tym po tej stronie wyspy było dużo więcej przestrzeni i dużo jaśniej ze względu na światło księżyca.

Żeby nie denerwować ptaków (czułam wobec nich jakieś dziwne skrępowanie), starałam się wygodnie ułożyć i nie wykonując nerwowych ruchów fotografować.

IMGP3942

IMGP3944

Wbrew pozorom wtedy, kiedy było najciemniej czułam sie najbezpieczniej. Wtedy też doświadczyłam takiej wyjątkowości miejsca, w którym się znajduję. Doszłam do wniosku, że bezludna wyspa może być miarą tego, jak radzę sobie ze swoimi sprawami, a także na ile jestem niezależna czy samodzielna. Odkryłam, że jak nie mam do kogo wypowiedzieć, że “nie da się”, “boję się”, “po co ja tu przyszłam”, “to było głupie”, to zaczynam myśleć o czymś innym. Wtedy też zrozumiałam, że jakbym była tu z kimś jeszcze, to balibyśmy się oboje zdecydowanie bardziej. A tak, po poznaniu reguł gry, zajęłam sie zachwycaniem zachodem księżyca, którego chyba nigdy przedtem nie widziałam:

IMGP3957

Jakoś w tamtym czasie udało mi się chyba na chwilę zasnąć, chociaż ta chwila na pewno nie była dłuższa niż kilkanaście minut. Obudzili mnie bowiem rybacy, którzy przypływali bardzo blisko pod brzeg wyspy i zarzucali sieci (4-5 rano). Niby nic, ale po tym, jak na wyspie miałam już opanowaną sytuację ze zwierzętami i z samą sobą, to bardziej zaczęłam bać się ludzi. Coś mi świta, że z Robinsonem Cruzoe było podobnie…

Ostatecznie nastał jednak dzień i zaczęłam cieszyć się, że dałam sobie radę!

IMGP3991

Zaraz po wykonaniu tego zdjęcia, chmury widoczne z lewej strony przyniosły taką ulewę i burzę z piorunami, że ostatnie godziny spędziłam przemoczona do suchej nitki pod jednym z drzew tworzących prowizoryczny parasol. Podobnie jak dziadek odliczałam minuty do przyjazdu łodzi. To już jednak zupełnie nie zrobiło nam mnie wrażenia. Najważniejsze, że pokazałam sobie, że potrafię!

Jak wróciłam do Polski, to spotkałam się z dziadkiem. Zapytał mnie – spałaś? Nie – odpowiedziałam. I nie myśląc o niczym konkretnym doszłaś do konkretnych wniosków? Tak, dziadku – odparłam. Ja też – powiedział dziadek i zmienił temat.

x     x     x     x

ROZWIĄZANIE KONKURSU

Na początku chciałam Wam serdecznie podziękować za udział, liczne odpowiedzi, przemyślenia dotyczące Waszych bezludnych wysp, a także kciuki i smsy tuż przed. Na bezludną wyspę zabrałam trzy rzeczy:

IMGP3656

1. aparat forograficzny – i tu wiele osób się nie pomyliło, chciałam uwiecznić to, co jest wokół mnie, chciałam poprzez zdjęcia pokazać, co czułam.

2. maskę do snorklowania – w związku z tym, że nie przewidziałam w ogóle bania się, chciałam wykorzystać czas na radosne pływanie o zachodzie i wschodzie słońca

2. ręcznik – element praktyczny, którym mogłam się okryć, wytrzeć lub położyć go pod głowę.

W związku z tym, że nikt nie wytypował prawidłowej odpowiedzi, spośród osób, które były najbliżej sierotek Ufal wylosował los z imieniem Olga. Gratuluję!

Co do pytania drugiego, odpowiedzi naprawdę mnie zaskoczyły i wiele z tych elementów by się bardzo przydało. Myślałam o nich w trakcie, szczególnie o hamaku i pistolecie ;) Wybrałam jednak dwa zestawy spójne:

  • Dla twardzieli, którzy nic a nic się nie boją i chcą cudownie przeżyć ten czas – zestaw Agi (zeszyt, ołówek i śpiwór)
  • Dla tych, co jednak trochę się boją, albo nawet trochę bardziej – zestaw Wełny (flaszka, papierosy i komórka)

Serdecznie gratuluję! Czekam na Wasze adresy korespondencyjne wysłane na wedrowni.ufale@gmail.com. Chorwackie pocztówki i upominki wyślę Wam z Pragi, gdzie od jutra spędzę 10 dni na szkole letniej.