Ach te Bałkany – wracam tam i wracam

Jutro rano śmigam na dwa tygodnie do Belgradu na staż. Wszystko wyszło na ostatnią chwilę, bo Serbowie maksymalnie przeciągnęli mnie z terminami. Ostatecznie 6 dni przed lotem kupiłam bilet, a dwie godziny przed zamknięciem urzędów znaleźli mi jakiś nocleg. Czy to będzie moje miejsce docelowe – tego nie wiem, ale wygląda na to, że chyba pierwszych nocy nie spędzę na przymusowym imprezowaniu na barkach na Dunaju. Awaryjnie zostaje jeszcze couchsurfing, raczej więc w sercu Europy nie zginę.

inne

Zupełnie nie miałam czasu się przygotować do tego pobytu, dziś w pośpiechu zebrałam wszystkie manatki, wydrukowałam dane uniwersytetu, trasę z lotniska i wygłaskałam psa na zapas. Dobrze, że na targach turystycznych w Berlinie zaopatrzyłam się w materiały o kraju, szkoda tylko, że nie zdążyłam ich przebrać – będę taszczyć teraz ten kredowy papier ze sobą.

Mam jednak kilka tematów, które chciałabym przygotować – chcę pogadać z Serbami o wojnie jugosławiańskiej, trochę muszę ich poznać zanim zacznę, żeby mnie nie znienawidzili od razu. Jestem też bardzo nastawiona na rower i trasę wzdłuż Dunaju, niestety na wypożyczonym rowerze. Poznani wcześniej Serbowie namawiają mnie też na Novi Sad, a dodatkowo kusi najmłodsze europejskie państwo – Kosowo (o, przepraszam, to przecież część Serbii). Dodatkowo obiecałam Vesnie (poznanej kiedyś w Słowenii), że odwiedzę ją kiedyś w Skopje. To tylko 10h autobusem, więc może się skuszę. Decyzje będę podejmować na gorąco w zależności od tego, ile czasu uda mi się wyszarpać z grafika uczelnianego.

Żeby spontana było mało, to Ufal postanowił do mnie dołączyć na drugi tydzień, czyli polską majówkę. Ceny przelotów są jednak adekwatne do atrakcyjności tak długiego weekendu, więc Ufal robi sobie kolejową wycieczkę w nieznane. Za tydzień wsiada w pierwszy pociąg na południe i stara się do mnie dotrzeć. Jeśli nie będę miała za dużo roboty, to postaram się do złapać gdzieś po drodze ;) Co z tego wyjdzie? Zobaczymy :-)

Póki co trzymajcie kciuki i uzbrójcie się w cierpliwość w oczekiwaniu na pierwsze wrażenia. Poprzednio organizowanie internetu na Bałkanach zajęło mi jakieś 4 dni :-)